Nie jesteś zalogowany na forum.


Uniosłem brwi.
- Skoooro tak twierdzisz... Ale nie jestem pewien co do tego garnituru...

Offline


- Musisz mieć garnitur.- przyglądam mu się.- Najlepiej granatowy.- uśmiecham się.- Ja też muszę być na szpilkach a za nimi nie przepadam
Offline


- Grace... Ale ja naprawdę nie potrafię nawet poruszać się w garniturze... - mówię z lekkim wstydem.

Offline


- Naprawdę?- marszczę brwi.- Musiałeś kiedyś być w garniturze, na przykład na jakimś balu w liceum albo ślubie kogoś.- uśmiecham się.
Offline


Kręce głową.
- Na balach zwykle zakładałem byle co i marynarkę. A na ślubach jakoś nie bywałem...

Offline


- Tym razem mój drogi byle co nie przejdzie, bo masz do czynienia z mistrzynią stylu.- śmieję się.- A tak na serio, to założę się, że będziesz świetnie wyglądał w garniturze.
Offline


Uśmiecham się do niej słabo.
- Miło, że tak sądzisz... Nie jestem tego pewien... - chwilę milcze. - A tak właściwie skąd twoja pewność, że pójdę z tobą na to przyjęcie?

Offline


- Nie wiem, tak po prostu zaryzykowałam i cię porwałam z pracy.- wzruszam ramionami.- A jeśli nie chcesz iść, możesz wrócić do pracy powiedzieć, że zerwaliśmy bo nie chciałeś założyć garnituru. Nie obrażę się, naprawdę.- śmieję się
Offline


Westchnąłem.
- Już z gorszych powodów się zrywało... Ale dobra, znaj moją łaskę. Zgadzam się z tobą pójść.

Offline


- Jeej, naprawdę ogromnie się cieszę i jestem wdzięczna.- uśmiecham się.- Obiecuję ci to jakoś kiedy tylko będziesz chciał wynagrodzić.
Offline


Szczerze się.
- Trzymam za słowo, ale wiedz, że za wciśnięcie się w garnitur nie oczekuję byle czego - ostrzegłem.

Offline


- A co oczekujesz?- unoszę brew.- Ostrzegam z bungee skakać nie zamierzam.- chichoczę
Offline


Śmieje się.
- Jeszcze pomyślę - stwierdzam z błyskiem w oku. - A póki co... muszę się wcisnąć w jakiś garnitur... - westchnąłem.

Offline


Wchodzę do kawiarni, która się stała się z ostatnio moją ulubioną z pewnego powodu. Staję w kolejce z szerokim uśmiechem mając nadzieję zastać przy kasie Harrego.
Offline


- ... I zapraszamy pownownie... - żegnam się z kolejną klientką i oddycham z ulgą. Koniec tego szaleństwa, chwila oddechu.
Zaraz uśmiech znów wraca na moją twarz twarz gdy widzę Grace.
- Witaj moja dziewczyno...

Offline


- Cześć mój chłopaku, przyszłam cię porwać.- śmieję się cicho.- Kiedy masz najbliższą przerwę?- pytam z uśmiecham, bawiąc się bransoletką.
Offline


Patrzę na zegarek.
- W sumie to teraz, mistrzu wyczucia czasu - wyszedłem zza lady i kierując się do stolika.

Offline


- Oo a już myślałam, że będę miała okazję znowu odbyć miłą pogawędkę z twoim szefem.- uśmiecham się i również kieruję w stronę stolika.- Jak tam dziewczynki po święcie dziękczynienia?
Offline


- Jesteś tematem głównym w naszym domu - śmieje się. - Nawet matka w zabieganiu się tobą zainteresowała, a o Scar i Rose nie wspomnę... A, i bardzo Ci dziękują za prezenty...

Offline


- Przekaż im, że naprawdę nie ma za co, lubię dawać prezenty.- wzruszam ramionami. - A i wtedy z tą opieką nad nimi mówiłam na serio. Mogę co jakiś czas przychodzić i się nimi zajmować
Offline


Westchnąłem.
- A ja na serio nie chce Cię obciążać. Wiem, że twoja sytuacja rodzinna jest... nieciekawa...

Offline


- Rodzice niedługo wyjeżdżają z senatorem i jego rodziną w Alpy na całe święta i wracają dopiero po Nowym Roku.- uśmiecham się.- Co oznacza, że będę miała wolny dom...- mówię podekscytowana.
Offline


To fajnie, dziewczynki będą pewnie u koleżanek a z Mary zostanie matka... pewnie skończę przed telewizorem w Sylwestra.

Offline


- W życiu na coś na takiego nie pozwolę.- kręcę głową.- Sylwestra spędzisz z mną a nie z telewizorem.- uśmiecham się.
Offline


Śmieje się.
- Skoro masz wolny dom to w takim razie wpadniemy do Ciebie - stwierdzam. - Podoba mi się ten plan...

Offline