Nie jesteś zalogowany na forum.
Strony: Poprzednia 1 2 3 Następna


Kręcę głową ze śmiechem.
- Nie, wszytko w porządku. Po prostu filantrop nad wami czuwa... - uśmiecham się do niego.
Offline


Z szerokim uśmiechem macham Terry'emu
Offline


- ... Mówiłem, że nie chcę od Ciebie ani prezentów ani niespodzianek... nie chcę tych pieniędzy.
Mówisz do mnie? Wybacz, ale nie jesteś dość interesującą osobą bym Cię słuchał.

Offline


- Ale ja nie daję ich tobie, tylko szpitalowi.
Offline


Zaciskam zęby. To ja powinienem móc dać te pieniądze.
Zdenerwowany wychodzę ze szpitala.
- Cholerny Smark...
Mówisz do mnie? Wybacz, ale nie jesteś dość interesującą osobą bym Cię słuchał.

Offline


- Mógłbym... Pogadać z Jonathanem? - pytam po chwili
Offline


- Jako filantrop owszem. Pokój 107. Na końcu korytarza po schodach i na prawo.
Offline


Wpisuje się na listę odwiedzających i ruszam na poszukiwania pokoju. Gdy wreszcie znajduje pomieszczenie, pukam do drzwi i po chwili cicho wchodzę do środka.
Offline


Podnoszę głowę. Nie znam go. Bacznie go obserwuję
Harry... Theodore... Dziewczynki... R-Rodznia...?

Offline


- Cześć Jonathan - uśmiecham się - Jestem Levi.
Offline


- Levi... Lewiatan... Opowieść... - nie mogę więcej powiedzieć.
Harry... Theodore... Dziewczynki... R-Rodznia...?

Offline


- Nie, nie Leviathan. - uśmiecham się - Laviscount. W skrócie Levi. - zauważam krzesło w kącie - Mogę usiąść?
Offline


Milczę. Theodore nigdy mnie o to nie pyta. Milcze przez dłuższą chwilę.
- Tak...
Ostatnio edytowany przez Jonathan Jenkins (2016-09-22 16:58:38)
Harry... Theodore... Dziewczynki... R-Rodznia...?

Offline


Uśmiecham się i siadam - Wspominałeś o opowieściach... Lubisz czytać?
Offline


- Książki... Czytać... Theodore... - nie mogę... To zbyt silne
Harry... Theodore... Dziewczynki... R-Rodznia...?

Offline


- Terry ci czytał? Fajnie. - otwieram plecak - Masz ochotę teraz poczytać?
Offline


- Tak... Z... Chęcią... - zdołałem wydukać.
Harry... Theodore... Dziewczynki... R-Rodznia...?

Offline


- Mam Harry'ego Pottera i Opowieści z Narnii. Co wolisz? - pytam, wyjmując obie książki i pokazując mu okładki
Offline


- Harry... mój... brat...? - marszczę brwi. To imię... nic mi nie mówi i jednocześnie coś krzyczy.
Harry... Theodore... Dziewczynki... R-Rodznia...?

Offline


- Nie wiem, może. Nie znam twojego brata. - wzruszam ramionami - Może Narnia? - proponuje
Offline


Milczę długo, by w końcu pokiwać głową.
Harry... Theodore... Dziewczynki... R-Rodznia...?

Offline


- Okej. - chowam Harry'ego i otwieram Opowieści z Narnii. Zaczynam czytać na głos - Było raz czworo dzieci: Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja. Opowiem wam ich historię...
Offline


Siedziałem i słuchałem uważnie każdego słowa wypowiedzianego przez chłopaka.
Przerwał gdy do mojego pokoju weszła pielęgniarka. Kojarzyłem jej twarz. Coś powiedziała o lekach i końcu odwiedzin. Wiedziałem co to oznacza. Spojrzałem z odrobinął smutku na nastolatka.
Harry... Theodore... Dziewczynki... R-Rodznia...?

Offline


- Jasne. - kiwam głową na słowa pielęgniarki i wkładam zakładkę tam gdzie skończyliśmy. - Zostawię ci ją. Jak chcesz, to możesz na mnie zaczekać albo skończyć sam. - kładę książkę na szafkę nocną i uśmiecham się - Wpadnę niedługo, dobra?
Offline


Pokiwałem głową.
- Dobrze.... Dziękuję.... Laviscount...
Harry... Theodore... Dziewczynki... R-Rodznia...?

Offline
Strony: Poprzednia 1 2 3 Następna