Nie jesteś zalogowany na forum.


Niepewnie stawiam kroki na korytarzu, gdy czuję powiew chłodu. Idę w tamtą stronę i zauważam dziewczynę na tarasie. Odstawiam mąkę i podchodzę do niej, Obejmuje ją.
- Nie jest ci zimno bałwanku?

Offline


- Teraz jak to powiedziałeś, to dopiero mi się zimno zrobiło.- zadygotałam.- Zapatrzyłam się i zamyśliłam.- uśmiecham się.
Offline


Otuliłem ją ramionami.
- Piękny widok - przyznałem cicho, a z moich ust wydobyła się para.

Offline


- Tak zdecydowanie.- kiwam głową.- Z góry ci wszyscy ludzie na dole wyglądają jak takie małe mróweczki.- stwierdzam patrząc w dół.
Offline


Marszczę się trochę. Oczywiście z zimna.
- Kto wie, może dwa miesiące temu spojrzałaś na dół, a wśród tych mróweczek byłem ja?

Offline


- Całkiem możliwe, często tu przychodzę gdy chcę pomyśleć albo się odstresować.- wzruszam ramionami.
Offline


Pokiwałem w milczeniu głową i delikatnie zacząłem kiwać się na boki wraz z Grace.
- Może chodźmy do środka. Trochę chłodno, jeszcze się przeziębisz...

Offline


- Okej, zaraz możemy zrobić ciepłą herbatkę na rozgrzanie.- odwracam się w jego stronę i głaszczę go z troską po policzku.
Offline


Uśmiecham się patrząc na nią z lekkim rozmarzeniem.
- Zgoda... - mruknąłem cicho i zbliżyłem swoją twarz do twarzy Grace.

Offline


-Naprawdę ogromnie się cieszę, że jesteś tu teraz z mną.- mówię szeptem i gładzę go kciukiem po gładkim policzku.
Offline


- Też się z tego niezmiernie cieszę... - przyznałem z uśmiechem i pocałowałem ją delikatnie w usta. Były zimne...

Offline


Obejmuję go za szyję i odwzajemniam pocałunek. Przysuwam sie do niego jeszcze bliżej, praktycznie przelewam juz do niego całym ciałem.- Chyba herbatka na rozgrzanie juz nie będzie potrzebna.- szepczę mu prosto w usta.
Offline


Zaśmiałem się cicho.
- Może tak, może nie... - mruczę, a przy każdym słowie muskam ustami jej wargi. - Póki co faktycznie herbatka jest zbędna... - znów ją całuje, namiętniej niż wcześniej. Obiejmuję ją w talii i przytulam do sobie, trzymając delikatnie, ale pewnie, jak największy skarb.

Offline


Wtulam sie w niego.- Jestem szczęściarą.- mruczę. Zsuwam usta z jego ust nieco niżej i zaczynam całować jego szyje.
Offline


Uśmiecham się delikatnie czując jej wargi na mojej szyi.
- Tak myślisz? A może to ja jestem szczęściarzem? Co by się stało gdybyś nie zapomniała swoich okularów? Odeszłabyś w swoją stronę.... już beze mnie... - kieruję rękę ku górze wzdłuż jej kręgosłupa i kończę na karku.

Offline


- Na pewno bym wróciła, robisz najlepszą kawę w mieście.- uśmiecham sie szeroko.- A teraz jesteś tylko mój.- mówię i na potwierdzenie swoich słów, robię mu "malinkę".
Offline


Uśmiecham się na jej słowa. Zatapiam palce w jej blond włosy, a drugą unoszę jej podbródek, tak by spojrzała na mnie.
- A Ty moja... - całuje ją i schulam się do ucha. - Moja, moja, moja Garce... - zanuciłem całując ją w ucho.

Offline


Uśmiecham sie lekko i przymykam oczy wsłuchując sie jak zaczarowana w jego słowa. Nagle sobie o czymś przypominam. Kurde naprawdę nie chce przerywać tej magicznej chwili ale zaraz sie spalą ciasteczka.Oj tam najwyżej zrobi sie następne, ta chwila jest warta aby trwać jak najdłużej - Jeśli tak będzie cały czas, to juz cie stąd nigdy nie wypuszczę..
Offline


- Jestem tu tylko i wyłącznie dla ciebie całe święta. Znadąrzsz się mną nacieszyć - stwierdziłem żartobliwie zjerżdżając zdłóż jej szczęki aż po szyję i całując ją po ramionach. - Chyba powinniśmy wejść do domu...

Offline


- No tak, ja jestem twoja, ty jesteś mój a nasze ciasteczka spalą sie na czarno i nie będzie czego ratować.- chichoczę.- I ja twierdzę, że pewnie nadal będzie mi ciebie za mało.- uśmiecham sie słabo.
Offline


Śmieje się.
- Zupełnie zapomniałem o ciasteczkach - przyznaje. Podnoszę głowę i całuję ją przeciągle w usta. - Chodźmy je ratować. Potem do tego wrócimy... - mruknąłem kciukiem pocierając jej usta.

Offline


-Zdecydowanie do tego wrócimy....- kiwam głową.- A teraz idziemy na akcje ratunkową ciasteczek, bo mam na nie ochotę. - uśmiecham sie słodko i wychodzimy przytuleni z tarasu.
Offline


Wchodzimy do kuchni, gdzie zakładam rękawice i otwieram piekarnik. Uderza mnie gorąc i zapach ciasteczek.
- No moja droga, w ostatnim momencie... - śmieje się i ustawiam blachę na bok. - Tylko nie dotykaj, bo się poparzysz...

Offline


- Ciasteczka uratowane, teraz tylko ozdobić.- uśmiecham sie i znowu siadam blacie wpatrując sie w parujace ciastka.
Offline


Zaczynam nakładać łyżką wcześniej przygotowany lukier.
- Ostygną trochę i będziemy mogli je zjeść - stwierdziłem. - Choć możemy też je powiesić na choince...

Offline