Nie jesteś zalogowany na forum.



Offline


Przechadzam się po supermarkecie, rozmawiając z mamą przez telefon i wrzucając coraz to kolejne produkty do koszyka.- Tak..... Czerwoną.... Nie... Nie wiem.... jakikolwiek.- odpowiadam na mnóstwo pytań.A gdy dochodzę do kas, zauważam przy jednej z nich tego kochanego baristę sprzed kilku dni.- Mamuś, muszę kończyć, jestem przy kasie.- mówię i się rozłączam, wrzucając telefon do torebki. Staję na koniec kolejki i czekam aż nadejdzie moja kolej.
Offline


- Dziękuję i miłego dnia - uśmiecham się do kolejnego klienta zawierającego siatki. Jeszcze tylko ta zmiana i wracam do domu. Jeszcze chwila, a zasnę, przysięgam.
- Dzień dobry... - widzę znajomą twarzy. - Gimmy? Grace... Tak Grace, zgadłem? - uśmiecham się do blondynki.

Offline


- Taak.- uśmiecham się.- Nie pracujesz już w tej kawiarni?- marszczę brew, szukając pieniędzy w portfelu.
Offline


Zaśmiałem się.
- Pracuje. Jakbyś miała jeszcze zatankować auto to pracuje też na stacji - śmieje się. - a popołudnia spędzam tutaj - spoglądam, czy za Grace nikogo już nie ma. Nareszcie...

Offline


- Wow, pracowity jesteś widzę.- uśmiecham się i wykładam pieniądze na ladę.- Ja bym nie dała rady w trzech pracach. Kończysz zaraz zmianę? - pytam.
Offline


- Heh z czegoś trzeba żyć - wzruszam ramionami. - I tak, za chwilę kończę. Wygląda na to, że jesteś ostatnią klientką - uśmiecham się chowając pieniądze do kasy.

Offline


- Uu czyli możemy dłużej porozmawiać? Wydajesz się ciekawą osobą.- pytam z nadzieją.
Offline


Śmieje się.
- To miło słyszeć coś takiego. Z chęcią pogadam, tylko skocze na zaplecze po rzeczy - uśmiecham się i znikam za drzwiami oznaczonymi tabliczką "dla personelu" by zaraz wrócić do dziewczyny bez identyfikatora i bez kamizelki z logo sklepu. Uśmiecham się do niej.
- To... idziemy?

Offline


- Jasne.- uśmiecham się i gdy wychodzimy, moje odsłonięte ramiona owiewa zimny wieczorny wiatr.- Chłodno się trochę zrobiło.- stwierdzam pocierając ramionami.
Offline


Spoglądam na gęsią skórkę Grace i zaczynam przeszukiwać torbę. Podaję jej dość zniszczoną i miejscami dziurawą bluzę.
- Trzymaj bo jeszcze zachorujesz - mówię jak do młodszej siostry.

Offline


- Dziękuję.- uśmiecham się i zakładam bluzę.- Ładnie pachnie kawą.- śmieję się.
Offline


Śmieje się.
- Może dlatego, że wylałem na nią już każdą kawę jaką mamy w menu, więc jest temu powód - przyznałem.

Offline


- Widzę że, bluza już swoje przeżyła ale nadal się trzyma.- kiwam głową z uśmiechem.- Pracując w tylu miejscach na raz musi być ci naprawdę ciężko. Jak ty z tym wszystkim wyrabiasz?- pytam zaciekawiona.
Offline


Wzruszam ramionami.
- Nie mam już na nic innego czasu, ale jakoś się trzymam. To chyba można uznać za kwestię przyzwyczajenia.

Offline


- Naprawdę godne podziwu.- kiwam głową.- Ja ledwo co daję radę z studia.- wzdycham.
Offline


- Umm to chyba nie może być takie złe, co nie? - śmieje się. - Choć póki co nawet nie chodząc na studia już słyszałem o legendarnym nauczycielu matematyki. Zaczynam się zastanawiać czy on jest taki przystojny, czy może taki ostry - chichocze.

Offline


- Ach nasz nowy postrach na uczelni. Dosłownie wszyscy o nim mówią.- śmieję się.- Jest przystojny i ostry i prawdopodobnie według mnie i moich koleżanek woli facetów.- kręcę głową z śmiechem. - A wracając do studiów to są naprawdę fajne, ale czasem potrafią dać w kość.
Offline


Wzruszam ramionami.
- Jak życie. Tylko na uczelni masz poprawki, a w życiu niekoniecznie... - zastanawiam się. - Ale gdybym mógł to bym poszedł na studia - stwierdziłem głośno myśląc.

Offline


-Dlaczego nie poszedłeś na studia? Oczywiście nie musisz odpowiadać jak nie chcesz, albo to zbyt osobiste.- uśmiecham się lekko.
Offline


- Nie no spoko, po prostu muszę pomóc rodzinie więc nie mam czasu już na naukę - wzruszyłem ramionami. - Może kiedyś, na studia nigdy przecież nie jest za późno.

Offline


- Ojej smutne, ale jednocześnie naprawdę szlachetne, że pomagasz rodzinie .- wzdycham.- Ale masz rację na studia zawsze jest czas.
Offline


Śmieje się lekko zawstydzony.
- Bez przesady z tą szlachetnością. W końcu to moja rodzina, jestem jak to winien - stwierdzam wciskając ręce do kieszeni jeansów.

Offline


- No tak, ale nie wszyscy mają takie przekonanie. Części ludzi ma rodzinę w tylnej części ciała.- wzruszam ramionami.- Jak to niektórzy mówią? Z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach.
Offline


- Prawda... Ale wypada o nią dbać. Kiedyś może ona zatroszczy się o Ciebie - zauważam.

Offline